Co dał mi projekt 365

Ciężko w to uwierzyć, ale zbliżam się powoli do okrągłego tysiąca zdjęć robionych i publikowanych dzień po dniu. 1000 dni. 1000 zdjęć.

Zanim opowiem Wam o tym co dał mi projekt 365 i czego się dzięki niemu nauczyłem chciałbym nadmienić, że próbowałem znaleźć minusy tego przedsięwzięcia. Naprawdę bardzo, bardzo się starałem. I w końcu znalazłem, ale o tym wspomnę na samym końcu tego tekstu.

Pisałem już o tym, że projekt 365 przyniósł mi korzyści czysto finansowe i doprowadził do rozwoju dwóch biznesów. Pisałem też o tym, że wystrzelił mnie bardzo daleko ze strefy komfortu. Poniższe przemyślenia będą bardziej osobiste. Opowiem Wam jak projekt 365 wpłynął na moje zwykłe, prywatne życie.

Projekt 365 polega na tym, aby robić zdjęcia codziennie i publikować tylko jedno z nich. Należy unikać opuszczenia choćby jednego dnia. Taki projekt prowadzę od blisko trzech lat. Wciągnęło mnie do tego stopnia, że stworzyłem serwis społecznościowy, który ułatwia prowadzenie podobnego projektu. Moje zdjęcia można zobaczyć tutaj.

Wiem kim jestem

Robiąc zdjęcia codziennie maluję większy obraz tego kim jestem. Z mojego projektu 365 można łatwo wywnioskować co mnie interesuje, co sprawia mi przyjemność, z kim i gdzie spędzam najwięcej czasu.

Nie jestem rozchwytywaną blogerką ani gwiazdą muzyki pop. Moje życie nie nadaje się na pierwsze strony magazynów plotkarskich ani nawet do „popularnych” na Instagramie. I to jest ok.

Krzysztof Gonciarz wspomniał ostatnio przy okazji rozpoczęcia swojej serii codziennych vlogów, że zamierza pokazywać w nich życie takim jakie jest. A że nie zawsze jest ciekawe? Że czasami jest nudne? Że są dni, kiedy kompletnie nic się nie dzieje?

To jest siła uwieczniania codzienności. Obraz prawdziwy, niewypaczony parciem na szkło czy lajki z Insta.

Wiem jak używać aparatu

Kiedy publikowałem swoje pierwsze zdjęcie, o fotografii nie wiedziałem zupełnie nic. Potrafiłem jedynie zdjąć i założyć obiektyw i włączyć aparat.

Robiąc zdjęcia przez 1000 dni pod rząd poznałem swój aparat absolutnie. Znam jego możliwości, wszystkie wady i zalety. Wiem czym jest przysłona, migawka, czułość i w jaki sposób manipulować tymi wartościami, aby uzyskać założony efekt.

Tryb manualny stał sie zupełnie intuicyjny. Bardzo lubię momenty, kiedy biorę do ręki aparat i dosłownie w chwile ustawiam parametry ekspozycji, naciskam spust migawki i okazuje się, że zdjęcie wyszło dokładnie tak jak wyjść powinno. A takie momenty zdarzają się coraz częściej.

Wiem do czego służą filtry i w jaki sposób wpływają na to jak wyglądają moje zdjęcia. Wiem czym jest ogniskowa, matryca i pełna klatka. Wiem też, dlaczego pełnej klatki nie potrzebuję. Biorąc się za robienie konkretnego zdjęcia wiem jakiego obiektywu powinienem użyć i wiem dlaczego akurat tego.

Cała ta wiedza i doświadczenie pojawiły się same już po kilku tygodniach codziennego obcowania z aparatem. Nie czytałem żadnej książki, choć wiem, że powinienem. I w końcu wiem też, jak wciąż mało wiem o fotografii.

Widzę, jak szybko upływa czas

Wydaje nam się, że będziemy żyć wiecznie. Że każdy rok to ogromny szmat czasu, a przed nami jeszcze „tyle” lat. Tymczasem rok to zaledwie 365 dni. To niecałe 9000 godzin. I tylko… tylko 52 weekendy.

Kiedy przeglądam swoje zdjęcia z ostatnich miesięcy widzę jak w ciągu kilkudziesięciu tygodni zmienia się życie. Każdy rok to zaledwie kilka stron zdjęć. Żeby prześledzić historię ostatnich miesięcy wystarczy kilka ruchów myszką.

Kiedy rozpoczynałem swój pierwszy projekt 365 miałem dziewczynę. Po przewinięciu zaledwie kilku stron, na zdjęciach dziewczynę zastępuję żona. Po kilku kolejnych stronach pojawiają się pierwsze fotografie naszego syna.

Mam prawie 30 lat. A te 1000 udokumentowanych fotografiami dni stanowi 10% mojego życia. Słownie: dziesięć procent!

Stworzyłem niesamowitą pamiątkę

Każde z tego tysiąca zdjęć ma za sobą jakąś historię. Do każdego dopisałem kilka słów komentarza. Każde zrobione zostało danego dnia z jakiegoś konkretnego powodu. I ja ten powód pamiętam. Dla każdej z tysiąca fotografii.

Każdą serię 365 zdjęć zamierzam wydrukować w formie foto książek, które następnie zacznę układać na specjalnie do tego przeznaczonej półce. Pierwszą taką książkę już mam. Lubię, kiedy przegląda ją moja żona i kiedy na jej twarzy maluje się uśmiech, bo ona też pamięta większość z tych zdjęć.

Uchwyciłem momenty, które normalnie by mi umknęły

Jakiś czas temu temu żona zawołała mnie, żebym zrobił jej i naszemu synowi zdjęcie. Z tonu wywnioskowałem, że powinienem się pospieszyć, bo czar za chwilę pryśnie. Pobiegłem na górę zostawiając aparat na parterze.

No dobra, na parterze zostawiłem jeden z aparatów. Aktualnie aparat jest właściwie w każdym pokoju naszego domu. Wpadłem na górę, chwyciłem to co było pod ręką i bez dłuższego zastanawiania się uchwyciłem kolejny wyjątkowy moment.

To był moment, który przepadłby, gdyby aparat leżał gdzieś w pudle. Umknąłby też, gdybym musiał zastanawiać się jak ustawić przysłonę czy migawkę.


I tu dochodzimy do wspomnianego na wstępie minusa całego przedsięwzięcia. Aparat mamy właściwie w każdym pokoju. Bo fotografia uzależnia, a sprzętu nigdy nie jest za dużo. To niesie za sobą koszty mimo, że nie kupuję coraz bardziej zaawansowanych i coraz droższych aparatów.

Moim ostatnim nabytkiem jest malutki kompakt, który mieści się w kieszeni. Tak abym nie musiał się z aparatem rozstawać nawet chodząc po domu.

PS. Pisząc ten tekst też zrobiłem sobie zdjęcie.

  • Hej, jestem tu przypadkiem, ale ten post jest świetny! Pozwala na chwilę się zatrzymać i zastanowić nad upływem czasu. Ja od niedawna biorę udział w podobnym projekcie, tylko kręcąc filmiki w aplikacji 1 Second A Day. Może zacznę też projekt 365? 🙂

    • Też kiedyś próbowałem z 1 Second A Day – świetna aplikacja. Ale poddałem się po tygodniu. Za to z fotografią poszło mi dużo łatwiej. Zdecydowanie powinnaś spróbować projektu 365 na tookapic 😉

  • Kamil Dyluś

    Ciekawa inspiracja 🙂

  • Sam już nie wiem, jak tu trafiłem, ale totalnie było warto. Już myślę jak by się tu zabrać za podobny projekt 🙂

    Mam pytanie techniczne, jeśli nie jest to tajemnica – jak robisz zdjęcia typu te, które zrobiłeś w trakcie pisania. Widać obydwie ręce, perspektywa jak by z pierwszej osoby. Aparat trzymasz na małym statywie?

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za rewelacyjny wpis 🙂

    • Co do zdjęcia z końca wpisu – między rękami (pod brodą) stoi mały statyw (chyba jeden z mniejszych Joby). Do tego szeroki kont z RX100 i efekt jest taki jak na załączonym obrazku.

      Fajnie, że Ci się podoba, mam nadzieję, że będziesz wpadał częściej. Od kilku tygodni piszę tu codziennie.

  • Rewelacja! Twoje zdjęcia są mega inspiracją i ten projekt jest tym czego szukałam od jakiegoś czasu. Kocham fotografię, ale nigdy nie mam czasu na robienie zdjęć, albo nie nie mam pomysłu. Takie dokumentowanie codzienności jest najlepszym sposobem na rozwijanie tej pasji, więc zdecydowanie zamierzam spróbować 🙂

    PS. Ustawiałeś jakieś powiadomienia na początku? Czy zawsze pamiętałeś o tym żeby robić zdjęcia?

    • Cieszę się, że Ci się podoba. Zapraszam na https://tookapic.com – tam mamy społeczność ponad 13500 amatorów fotografii, którzy codziennie dokumentują swoje życie. Każdego przyjmujemy z otwartymi ramionami.

      A co do braku czasu na projekt 365, to jedna z popularnych wymówek. Mówię o tym w ostatnim odcinku podcastu – http://pwlk.pl/podcast-002-ten-o-probowaniu-nowych-rzeczy/ – również polecam przesłuchać.

      Powodzenia 😉

  • Ignacy

    @kac2or:disqus
    Czy można gdzieś obejrzeć Twój pierwszy projekt 365? Jestem bardzo ciekawy Twojego progresu w robieniu zdjęć.
    Pozdrawiam

  • Ciekawy pomysł. Ile to razy byłam poza domem zła na siebie, że widzę coś fajnego, a nie mam ze sobą aparatu. Spróbuję 🙂