Nigdy nie aspirowałem do zostania Fotografem przez duże F. To zawsze było tylko hobby, które przy okazji dorzucało się nieco do domowego budżetu.

Ale w zeszły wtorek dostałem do ręki najnowsze dzieło Olympusa - OM-D E-M1 Mark II. I po kilku pierwszych naciśnięciach spustu migawki najzwyczajniej w świecie zapragnąłem zostać profesjonalistą.

Od początku. Na zaproszenie Olympusa trafiłem do Rondy. Niewielkiej miejscowości w Andaluzji, w południowej części Hiszpanii. Celem podróży było przetestowanie ich nowej dumy - OM-D E-M1 Mark II - aparatu przeznaczonego dla bardzo wymagających użytkowników.

Nowy Olympus OM-D E-M1 Mark II

Nowy Olympus OM-D E-M1 Mark II

Nowy Olympus OM-D E-M1 Mark II

Nowy Olympus OM-D E-M1 Mark II

Nowy Olympus OM-D E-M1 Mark II

Nowy Olympus OM-D E-M1 Mark II

Przez ostatnie lata w mojej fotograficznej torbie królował OM-D E-M5 i ta mała, niepozorna maszynka po prostu mi wystarczała. Niczego mi nie brakowało. Posmakowałem jednak możliwości EM-1. To trochę jakby po kilku dniach jazdy supersamochodem przesiąść się do swojego starego, wysłużonego auta, które przecież jeździ, działa, robi to co trzeba i wygląda wciąż nieźle... ale jednak.

Nwet końskie zady potrafią wyglądać ok. M.Zuiko 12-100mm f/4.0

Nwet końskie zady potrafią wyglądać ok. M.Zuiko 12-100mm f/4.0

M.Zuiko 12-100mm f/4.0

M.Zuiko 12-100mm f/4.0

M.Zuiko 12-100mm f/4.0

M.Zuiko 12-100mm f/4.0

M.Zuiko 12-100mm f/4.0

M.Zuiko 12-100mm f/4.0

M.Zuiko 12-100mm f/4.0

M.Zuiko 12-100mm f/4.0

OM-D E-M1 Mark II ma właściwie wszystko. Nową 20-megapikselową matrycę, 5-stopniową stabilizację obrazu, która potrafi działać cuda, pieruńsko szybki i dokładny autofocus, video w 4K z bitrate 237mbps, sloty na dwie karty SD, potężną baterię, całą gamę świetnych, jasnych obiektywów od rybiego oka po tele.

Aparat miałem do dyspozycji jedynie przez kilka godzin i to zdecydowanie za mało, żeby poznać jego wszystkie możliwości i doszukać się wad (o ile takie istnieją). Ale to wystarczająco długo, żeby zachwycić się tym co oferuje out of the box.

E-M1 Mark II na przykład wyniósł stabilizację na zupełnie nowy poziom, szczególnie w przypadku video. Nie wierzyłem, kiedy zobaczyłem film pokazujący możliwości stabilizacji, a później wziąłem aparat i nagrałem materiał płynny jak wkurzony T-1000.

I nie był to film o posągu pośrodku niczego. Nagrałem galopujące konie jadąc równolegle z nimi w przyczepie ciągniętej przez Land-Rovera. I nie, wcale nie po asfalcie. Stabilizacja wytłumiła większość drgań, a na karcie znalazłem niespodziewanie płynny materiał. A sama jakość obrazu? Bajka.

M.Zuiko 40-150mm f/2.8

M.Zuiko 40-150mm f/2.8

M.Zuiko 40-150mm f/2.8

M.Zuiko 40-150mm f/2.8

M.Zuiko 40-150mm f/2.8

M.Zuiko 40-150mm f/2.8

Jakość obrazka statycznego również nie budzi zastrzeżeń. To co widzicie w tym tekście to pliki JPG prosto z aparatu, bez najmniejszej ingerencji. Zgrane z mojej karty i wrzucone do Sieci. Dlaczego tak? Ponieważ E-M1 Mark II do sprzedaży trafi dopiero w grudniu i żaden duży gracz (Adobe) nie obsługuje jeszcze RAWów z tej czarnej bestii.

M.Zuiko 12-42mm f/2.8

M.Zuiko 12-42mm f/2.8

Nowością jest tryb ProCapture, który działa następująco. Po wciśnięciu spustu migawki do połowy aparat zapisuje zdjęcia w tempie 60 klatek na sekundę. I robi to do momentu aż nie padnie bateria (bufor czyści się od pierwszego zdjęcia). W momencie odpuszczenia spustu wszystkie zdjęcia zostają wymazane. Jeśli natomiast wciśniemy spust do końca - na karcie zapisane zostają wszystkie klatki przed naciśnięciem spustu.

Po co to komu? ProCapture wyprzedza refleks fotografa. Często umykają nam niepowtarzalne momenty, bo palec na spuście działa za wolno. Ot choćby polowanie na spadającą kroplę wody. Jeśli chcemy uchwycić jakiś moment w tej danej milisekundzie to ProCapture naprawdę to ułatwia.

M.Zuiko 12-42mm f/2.8

M.Zuiko 12-42mm f/2.8

M.Zuiko 12-42mm f/2.8

M.Zuiko 12-42mm f/2.8

M.Zuiko 12-42mm f/2.8

M.Zuiko 12-42mm f/2.8

Wiem, bo testowaliśmy to fotografując balony z wodą przebijane przez strzałe z łuku. To co widzicie powyżej to efekt użycia ProCapture. Łatwość obsługi tego trybu jest zaskakująca. Po prostu działa.

Z resztą działa nie tylko ProCapture. Miałem również okazję sprawdzić jak działa i jak szybki jest autofocus w nowym E-M1. I powiem krótko. Jest dokładny i bardzo szybki. Testowałem to fotografując jastrzebia szybującego tuż nad ziemią.

Ustrzelenie takie zdjęcia z nowym E-M1 nie jest wcale trudne. M.Zuiko 40-150mm f/2.8

Ustrzelenie takie zdjęcia z nowym E-M1 nie jest wcale trudne. M.Zuiko 40-150mm f/2.8

M.Zuiko 40-150mm f/2.8

M.Zuiko 40-150mm f/2.8

Wyostrzyć jastrzębia na takim tle? Szacunek. M.Zuiko 40-150mm f/2.8

Wyostrzyć jastrzębia na takim tle? Szacunek. M.Zuiko 40-150mm f/2.8

M.Zuiko 40-150mm f/2.8

M.Zuiko 40-150mm f/2.8

Piękny ukłon

Piękny ukłon. M.Zuiko 40-150mm f/2.8

Pstrokate tło właściwie w identycznym kolorze co ptak nie przeskodziło E-M1 wyostrzyć jastrzębia idealnie, robiąc to na dodatek w tempie 18 klatek na sekundę.

Jedną z bardzo pozytywnych niespodzianek jest czas działania na baterii. Bałem się, że moc skończy mi się w połowie eventu. Tymczasem W E-M1 siedzi sporej wielkości bateria. W ciągu kilku godzin zrobiłem prawie 2000 zdjęć i nagrałem kilka klipów w 4K. Oddając aparat ikonka baterii wciąż wskazywała 27%. I to kolejny miły detal. Nie trzeba się już domyślać czy 2/4 paski baterii to 74% czy 51% bo pod ikoną jak byk stoi konkretna wartość.

Do tej pory producenci dywersyfikowali modele swoich aparatów w sposób mocno irytujący. Jeden model posiadał funkcję X, inny wyposażony był w funkcję Y. Aby korzystać z obu trzeba było kupić dwa modele. Wystarczy spojrzeć choćby na line-up Sony. Olympus wyłamuje się z tego trendu i mam wrażenie, że stworzył produkt kompletny.

Podkreślam, że to moje pierwsze wrażenie, bo ciężko wyrobić sobie sensowną opinię na temat sprzętu, którego używało się przez zaledwie kilka godzin i to w bardzo określonych warunkach.

Znaczna część wad sprzętu wyłazi zawsze po tygodniach codziennego użytkowania. Ale jednego jestem pewny. Po tych kilku godzinach? Chcę go.


Koniecznie przeczytajcie też wrażenia Kuby Kaźmierczyka, a krótką relację Rafała Krasy można nawet obejrzeć tutaj.