Zdjęcia z wakacji

Nie oszukujmy się. Wszystkim nam odpierdala, kiedy wyjeżdżamy na wakacje, urlop, kolonie, obóz czy gdzie tam jeszcze można wyjechać. A jak nie wszystkim, to znacznej większości.

Już po wejściu na pokład samolotu wyciągamy komórki i aparaty i strzelamy na lewo i prawo zachowując dziesiątki zaszumionych i rozmytych obrazów, które najprawdopodobniej jako pierwsze trafią do kosza, kiedy urządzenie zakomunikuje brak pamięci.

Dzień dobry, jesteśmy. Widać z kim. I widać, że na zadupiu.
Zdjęcie 1. Dzień dobry, jesteśmy. Widać z kim. I widać, że na zadupiu.

Ale to po przybyciu do miejsca docelowego zaczyna się prawdziwe szaleństwo. Foto recepcji w hotelu, widoku z okna, śmiesznej lampki, selfie w łazienkowym lusterku no i – rzecz jasna – zdjęcie pełnych talerzy, bo all-inclusive i w ogóle. A to wszystko w ciągu zaledwie pierwszych 12 minut.

Zdjęcie 2. Jest fajnie. Wiadomo, że pogoda jak drut. I wiadomo, że głównie chlejemy.
Zdjęcie 2. Jest fajnie. Wiadomo, że pogoda jak drut. I wiadomo, że głównie chlejemy.

Każdego wieczora wracamy do hotelowego pokoju z 0,5kg plażowego piachu w dupie i kilkoma setkami zdjęć z danego dnia. A wśród nich kilkadziesiąt ujęć butelki wina nad talerzem z owocami morza. Ach, gdyby to były chociaż zdjęcia dostateczne. Niestety, 80% z nich od razu powinno trafić do systemowego kosza. Powinno. Ale nigdy tam nie trafia.

Zdjęcie 3. Jest miło. Biesiada. Fajne miejsce. No i widać, że melanż trwa.
Zdjęcie 3. Jest miło. Biesiada. Fajne miejsce. No i widać, że melanż trwa.

Jeszcze rok temu byłem jedną z takich osób. Podczas urlopu, każdego dnia na dysk komputera zrzucałem 400-600 zdjęć. Identycznych. Miernych. Po powrocie z poprzednich wakacji po surowej selekcji zostało mi 900 zdjęć. Prawie tysiąc fotografii z siedmiodniowego wyjazdu. Po co?

Zdjęcie 4. Widać, że czasem wyłazimy z pokoju. I że nie zawsze chlejemy.
Zdjęcie 4. Widać, że czasem wyłazimy z pokoju. I że nie zawsze chlejemy.

Żeby zapamiętać jak najwięcej? Żeby pokazać znajomym? Żeby zachować dla potomnych? Przypomnijcie sobie jak zareagowaliście, kiedy ostatnio ktoś oznajmił z niekrytym podekscytowaniem, że „ooo! pokażę Ci zdjęcia z naszego wyjazdu” po czym otworzył folder ważący 24GB. Naprawdę, nikt nie chce tego oglądać, włączając w to samego autora zdjęć.

Zdjęcie 5. Widać, że się powodzi. No i widać, że jednak większość czasu spędzamy na chlaniu.
Zdjęcie 5. Widać, że się powodzi. No i widać, że jednak większość czasu spędzamy na chlaniu.

Kilka miesięcy temu postanowiliśmy z Żoną (ja postanowiłem bardziej), że z każdego wyjazdu będziemy drukować 36 wybranych zdjęć. 18 wybiera Żona. 18 wybieram ja. Taka liczba zdjęć jest więcej niż wystarczająca do zilustrowania kilkunastodniowych wakacji. Przeglądanie zajmie kilka minut i nikt przy tym nie zejdzie z nudów.

Zdjęcie 6. Widok z apartamentu na dowód, że nie śpimy byle gdzie.
Zdjęcie 6. Widok z apartamentu na dowód, że nie śpimy byle gdzie.

Kiedy ostatnio mieliście zdjęcie w dłoni? Nie na tablecie, nie w telefonie, nie na laptopie. Prawdziwe, wywołane zdjęcie. Papier, który można pomacać, zostawić na nim odcisk palca. Swoje zdjęcia drukujemy w domu, na grubym, ultra-matowym papierze. I muszę przyznać, że każdy, kto miał je w rękach stwierdzał: „Ale dziwnie! Tak… inaczej.”

Zdjęcie 7. Zapierający dech w piersiach widok to obowiązkowa pozycja każdego albumu z wakacji.
Zdjęcie 7. Zapierający dech w piersiach widok to obowiązkowa pozycja albumu z wakacji.

Po powrocie z ostatniego urlopu w Grecji poszedłem o krok dalej. Od kiedy prowadzę projekt 365 na tookapic, codziennie publikuję tylko jedno zdjęcie. Takie ograniczenie zmusza do wybrania tego najlepszego. A jeśli nie najlepszego technicznie to takiego, które coś faktycznie dla mnie znaczy. W ciągu ośmiodniowych wakacji opublikowałem 8 zdjęć. I co się okazało…

Zdjęcie 8. Lokalny foodporn. Bo przecież nikt normalny nie żywi się na wakacjach w McDonald's.
Zdjęcie 8. Lokalny foodporn. Bo przecież nikt normalny nie żywi się na wakacjach w McDonald’s.

Okazało się, że tyle w zupełności wystarczy aby idealnie zilustrować wyjazd. Każde z tych ośmiu zdjęć, które obejrzeliście idealnie opisuje dany dzień. I naprawdę nie potrzeba dodatkowych gigabajtów fotografii kołyszącej się na wietrze trawy czy fal uderzających o brzeg kamienistej plaży.

Na tych ośmiu fotkach widać, że byliśmy w fajnym miejscu, w dobrym towarzystwie. Że było wesoło, widoki były fenomenalne, a żarcie wyśmienite. Czego więcej chcieć od zdjęć z wakacji?

Less is more, jakość, nie ilość, i inne powiedzonka dla wielu z Was mogą brzmieć banalnie. Spróbujcie jednak trzymać się zasady mniej znaczy wiecej przy następnym wyjeździe. Wyjdzie to wszystkim na dobre. Nie zarżniecie migawki w aparacie. Oszczędzicie miejsce na dysku. Staranniej dobierzecie kadry. No i żaden z Waszych znajomych nie pochlasta się z nudów podczas przeglądania.

  • Naprawdę zazdroszczę skilla w fotografowaniu! Mój Nikon D5100 + Nikkor 35mm f/1.8G się kurzy.

    • Nie zazdrość, bierz aparat i rób zdjęcia. Najlepiej codziennie.

    • skoro 35mm, 1.8 już na pokładzie to warto nawet spać z aparatem 😉

      • rozwiniesz? 😉

        • Dobry sprzęt. Szkoda wypuszczać z ręki.

          • kazziz

            dobry aparat – jest. stałka – zmuszająca do myślenia, ale i pozwalająca na dobre zdjęcia praktycznie w każdych warunkach – jest. nic, tylko robić.

  • Fajne fotki i absolutnie zgadzam się co do ilości jaką powinno się publikować. Podobnie jest w filmami wideo, kiedyś zmuszano nas by oglądać ślub nagrany na VHS. Pamiętam, że nigdy tak się nie wynudziłem, bo ile można oglądać tańczącego wujka.
    BTW proponuję wyjustować tekst, milej się czyta.

  • Krzysztof Grodzki

    Dobry wpis. Na jakim sprzęcie drukujesz swoje zdjęcia ?

    • Epson Stylus Pro 3880.

      • Krzysztof Grodzki

        Kilka tygodni temu sam zastanawiałem się nad drukarką o jakości foto w domowym zaciszu, lecz po szerszej analizie chyba zrezygnuje ze względu na eksploatację (druk kilku A4/A5 miesięcznie, to zdecydowanie zbyt mało aby dokonać zakupu, lepiej podrzucić druk na ploter dla studia).

        3880 to świetny sprzęt, podobno jeden z najbardziej udanych modeli pigmentówek w historii firmy Epson. Osobiście nie miałem styczności z tym modelem. Ale przez kilka lat pracowałem na jego większych braciach chociaż w innych technologiach (ekosolwent i sublimacja). Pigment to superliga jeśli chodzi o jakość, szkoda tylko że to dość droga zabawa…